wtorek, 26 lipca 2011

Rozdział 1.

siedziałam na parapecie. wpatrywałam się w ciemne chmury i strugi deszczu które wiły się niczym węże. uwielbiałam czuć chłód świeżego powietrza. zaciągałam się zapachem deszczu. patrzyłam na przechodniów z kolorowymi parasolkami którzy uciekają przed kroplami tak szybko jak z płonącego budynku. zobaczyłam jego niebieską bluzę z napisami na plecach. jego rozwalone czarne nike z jaskrawymi sznurówkami. spodnie z krokiem w kolanach wydawały się u niego niebezpieczne, ten cały ubiór nadawał mu charakter buntownika.niby te wszystkie tatuaże też robiły swoje ale wszystko podkreślały te spodnie. otworzyłam okno, wychyliłam głowę. deszcz nasączał wodą moje popękane usta. krople zostawały na moich długich blond włosach, ale niektóre opętały mi twarz. mocna warstwa czarnej kredki do oczu zmywała się szybciej niż te rysowane kredą serduszka na chodnikach. chodnik mimo szarych kostek zawsze był kolorowy. to zasługa tych dzieciaków, które jak tylko wyszło słońce zamalowywały cały chodnik kolorowymi obrazkami z kredy. jak byłam mniejsza to też bawiłam się w rysowanie po chodniku, ale teraz już nie rysuje.
chciałam do niego zawołać ale gdy otworzyłam usta strach stanął mi w gardle. przeleciał mnie zimny dreszcz i znieruchomiałam. on patrzył się na mnie a nawet się uśmiechał. uniósł swoją olbrzymią dłoń i ruszył nią parę razy. machał do mnie. uśmiechnęłam się i z pośpiechem zamknęłam okno. usłyszałam że dzwoni domofon. przeraził mnie ten dźwięk. zresztą jak za każdym razem. przypominał mi czasy w których straż miejska dzwoniła domofonem i mówiła że przywieźli moją pijaną matkę. zawsze wstydziłam się otwierać im drzwi. musieli wnosić ją na rękach bo była tak pijana że nie potrafiła utrzymać się na nogach. strasznie się wydzierała, wszyscy ludzie wychodzili z mieszkań i widzieli małą dziewczynkę która odbiera swoją posiniaczoną, pijaną a czasem nawet półnagą matkę z rąk władz.wstydziłam się swojej matki, a ojca nigdy nie było w domu. ale teraz to nie mogła być straż miejska bo moja matka była na odwyku i nie pije już od 2 lat.
podniosłam słuchawkę i wykrztusiłam z siebie cichutkie ''halo''. w odpowiedzi usłyszałam: '' zejdź na dół mam coś dla ciebie''. to był jego wiecznie zajarany głoś. zdenerwowałam się. założyłam trampki na nogi i zatrzasnęłam za sobą drzwi.
byłam już na parterze, wystarczyło tylko pchnąć drzwi, ale przypomniałam sobie jak ja wyglądam. nie mogłam się wrócić i pozwolić by na mnie tak długo czekał, więc wzięłam głęboki oddech i złapałam za klamkę. drzwi się otworzyły. zobaczyłam jego karmelowe oczy i zabójczo białe zęby. odwzajemniłam uśmiech i powiedziałam ''przepraszam za mój wygląd ale to wszystko przez deszcz'' i spuściłam głowę. on podszedł do mnie i delikatnie przesunął palcem po twarzy i szyi. podniósł moją głowę i powiedział: ''dla mnie zawsze będziesz piękna'' a potem przyłożył swoje usta do moich. powtórzył to parę razy a potem nasze języki się spotkały. po wszystkim rozsunął bluzę i wyciągnął z niej róże. zagryzłam wargi uśmiechając się, pocałowałam jeszcze raz czule a potem uciekłam w różowych trampkach na ostatnie piętro.